Współpraca z blogerami… barter?

hand-869322_1920

Jakiś czas temu rozmawiałam z Ojcem Sukcesu odnośnie blogerów, którzy wyciągają do firm swoją chłonną dłoń i otwarte konta bankowe.

Śmialiśmy się z tego, że każdy teraz chce być popularny i być kimś więcej niż tylko człowiekiem wstającym, co dzień na 9 do pracy i wracający z niej po 8 godzinach cudownego i jakże wygodnego etatu. Większość chciałaby być w jakimś stopniu popularna chociaż może nie aż tak by być rozpoznawalna na ulicy podczas sobotniego spaceru do Żabki po ziemniaki do obiadu.

Takie mamy czasy, że każdy chciałby być kimś ale nie każdy wie jak to osiągnąć i ima się różnych dziwnych rzeczy na oślep. Ludzie szukają i chwała im za to. Może akurat mi się uda. Nie mam nic przeciwko temu.

Problem się pojawia dopiero w momencie, kiedy człowiek liczy na pieniądze i to duże pieniądze, a nie daje nic od siebie. Osobiście nigdy nie pisałam do firm czy marek by prosić o produkty, które mogłabym ponosić, stosować przez chwilę (albo udawać jak to się zdarzało naszej blogerskiej śmietance z salonów) czy poużywać. Fajnie by było, no ale… Wychodzę z założenia, że jeśli już w mojej (nazwijmy to roboczo) karierze nastąpi moment kiedy będę coś sprawdzała i opisywała, to ktoś się odezwie do mnie pierwszy z dobrymi chęciami i pomysłem na współpracę. Będę wtedy czuła, że osiągnęłam ten moment w którym piszę dobrze i świetnie się to czyta, a poza tym ktoś mnie gdzieś tam znalazł w eterze i docenił.

Oczywiście zawalam w tym momencie, bo mogłabym podsyłać swoją cudowną pstrokatą ofertę do każdej firmy i oferować gruszki na wierzbie. Mogłabym. Mogłabym też wciskać Ci mojego bloga do czytania przy śniadaniu, obiedzie, kolacji czy podczas jazdy tramwajem, autem, rowerem, itd. Nie robię tego, bo wiem, że co za dużo to nie zdrowo. Nie piszę na siłę ale wtedy kiedy czuję, że to jest to.

Niestety tak już mam.

Dbam o Twój i mój wzrok, a także o to byś z większą chęcią do mnie wracał i nie musiał się przekopywać przez bezwartościowe treści.

Do czego zmierzam.

Wczoraj napisały do mnie dwie blogerki, które weszły na stronę mojego sklepu i postanowiły złożyć    mi ofertę współpracy. Niekorzystnej dla mnie pod każdym względem. Chciałyby dostać ode mnie produkty i je testować. Na koniec wrzucić krótki wpis z linkiem do sklepu. Ekstra. Tylko jak można testować wiklinowy koszyk, chustecznik albo herbaciarkę? Nie żebym była zamknięta w jakimś ograniczonym pudełeczku ale kurcze no nie wiem jak.

Nikomu niczego nie zabraniam i generalnie fajnie, że wyciągają po coś swoją dłoń ale główny problem polegał na tym, że dziewczyny wysłały do mnie oficjalnego maila z ofertą w której było tyle błędów, że aż ręce opadały po czytaniu tego. Rozumiem że każdy popełnia błędy i nie każdy jest alfą i omegą ale przecież takie rzeczy powinny być idealne. Powinny takie być by przekonać adresata maila do współpracy. Ja przeżyłam szok i niedowierzanie. Pomyślałam sobie, że dziewczyny może bardzo chciały i na szybko do mnie napisały i stąd się wzięły te wszystkie błędy. Weszłam na linki do ich bloga, który mi wysłały i tam wcale nie było lepiej.

Wiem że każdy może być blogerem, bo to wcale nie jest wyczyn. Problem leży w tym, że taki bloger walczy słowem pisanym i tym przebija się do świata. Powinien zwracać uwagę na błędy i wszelkie niedoskonałości. Jakieś drobne gafy mogą się przytrafić. Jednak nie aż tyle. Zrozumiałe.

Dziewczyny zaproponowały mi też, że będą robiły profesjonalne zdjęcia. Te które miały wołały o pomstę do nieba. Kto teraz dodaje zdjęcia z nałożonymi gwiazdeczkami i rozbłyskami, które powodują odruch wyłączający stronę. 

Sama nie wiem. Najbardziej rozbawiło mnie rozliczenie. Dziewczyny chcą by wysyłać im produkty, one sobie je „potestują” wrzucą na bloga krótki wpis, możliwe że nakręcą jakiś filmik. Ktoś pomyśli podręcznikowy przykład barteru ale nie. Trzeba im jeszcze za to zapłacić.

Cennika nie dostałam.

Cytuję „Nasze zaangażowanie jest adekwatne do zaangażowania z Państwa strony”.

Reasumując… Daj co łaska… Ej! Dlaczego tak mało?

Oczywiście życzę im świetlanej przyszłości.

A co!

9 przemyśleń na temat “Współpraca z blogerami… barter?”

  1. ~Paulina pisze:

    Powiem Ci,ze sama zamierzam rozpoczac wspolprace z kilkoma firmami z mojej miejscowosci. Czekam jednak az moja strona sie nieco rozwinaie,zamierzam rowniez zakupic lepszy aparat do zdjec.
    Trzeba umiec spojrzec na siebie krytycznie. Nie ma sensu leciec z motyka na slonce.

    *brak pl znakow,komentarz na szybko z telefonu :)

    1. angelika pisze:

      Ja stosuję metodę małych kroczków i nie narzekam. :)

  2. Jestem tego samego zdania. Uważam, że nie należy za wszelką cenę dążyć do rozpoznawalności. Ostatnio miałam propozycje współpracy za kupony ;) od całkiem dużych firm. Z jednej strony poczułam zażenowanie a z drugiej trochę się ucieszyłam, że ktoś gdzieś wynalazł mojego bloga, którego prowadzę zaledwie od pół roku. Oczywiście, nie przyjęłam propozycji. Wychodzę z założenia, że jeśli „rozwinę skrzydła” przyjdą lepsze oferty. Nie wyobrażam sobie pisania do firm i oferowania współpracy na takiej zasadzie jaką opisałaś w poście. Pozdrawiam.

  3. Roberta pisze:

    Ciekawy temat poruszyłaś. Rozbawiło mnie testowanie koszyczka wiklinowego, może ja mogłabym testować pamiętniki i pióra? A tak poważnie to opisane dziewczyny skojarzyły mi się z „gwiazdeczkami”, które po wygraniu lokalnego konkursu piękności chcą zawojować świat i rozsyłają swoje amatorskie zdjęcia do najlepszych agencji :)

  4. Przepiękne opowiedziane z dużą dawką racji. Sam prowadzę od niedawna swój serwis zamkowy i sam jestem za tym, żeby nawiązywać kontakty z firmami, jednak nie wysłałbym propozycji współpracy z błędami. Z moich krótkich doświadczeń wynika, że firmy też nie są do końca w porządku. Albo w ogóle nie odpowiadają (co jest, wg mnie, najgorszym z możliwych rozwiązań), albo nawiązany kontakt z bliżej nieznanych powodów przerywają. I nie chodzi tu (przy najmniej u mnie) o testowanie produktów. Jak mam np. napisać informację o zbliżającej się imprezie, jak sam organizator na własnej stronie podaje lakoniczną wzmiankę i nie odpowiada na maile?

  5. Ja chyba zostanę szarym bloguchem . nie potrafię się zmuszać do pisania za hajs :) taka postać jaką mam bardzo mi odpowiada

    1. ~xpil pisze:

      Mnie też idea blogowania dla pieniędzy jakoś odrzuca ;) Dlatego z większą sympatią czytuję blogi pozbawione reklam (nie ma ich niestety zbyt wiele).

  6. ~Dominika pisze:

    Fajnie, że poruszyłaś ten temat. Jestem tak jakby z dwóch stron, bo prowadzę bloga, ale również sklep internetowy. Sama na początku blogowania wysyłałam e-maile z prośbami o współpracę (barterową). To fajna opcja na początek, żeby się czymś pochwalić. Nigdy jednak nie wpadłam na pomysł, żeby nie wysłać statystyk lub adresu www do bloga. A takie kwiatki zdarzały się w przypadku ww. sklepu internetowego. W takich przypadkach odsyłam Dziewczyny do Poradnika Blogera na moim blogu. Jak słyszę, że ktoś nie ma GA, to nawet nie podejmuję dalszej rozmowy z taką osobą. GA to podstawa, jeśli chce się współpracować z jakąkolwiek firmą. Nie wierzę, że ktoś tego nie wymaga…a może się mylę?!

  7. ~westolia pisze:

    Dostałaś ofertę życia! Jak mogłaś z niej nie skorzystać?
    A tak całkiem na serio, to ja uważam, że we współpracach recenzenckich, nawet tych na podstawie barteru, nie ma nic złego, o ile obie strony mogą coś na nich zyskać. Niestety, niektórzy (z jednej lub drugiej strony barykady) nie traktują tego poważnie. Bywają też blogerki, które pierwsze co robią po wejściu na stronę, która je zainteresuje, to szukanie zakładki „kontakt”, żeby wysmarować maila(oczywiście z serii kopiuj-wklej, pod wzór typu „nazywam się blabla, bardzo spodobały mi się państwa produkty, chętnie zrecenzuję je na swoim blogu xyz”). Przykre, bo sądzę, że osoby tego pokroju mogą zirytować i zepsuć innym blogerom wizerunek.

Odpowiedz na „~PaulinaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>