Tym razem nie wiem jak to nazwać….

tavern-586323_640

Ostatnio mam bardzo ciężkie dni. Takie, które sprawiają, że mam ochotę leżeć całymi dniami pod kołdrą i żeby mój telefon spłonął.

Żebym nie musiała ćwierkać do słuchawki, bo jak tylko mam smutniejszy głos, to dostaję lawinę pytań o co chodzi. Wymiękam. Mam problemy z którymi nie jestem w stanie sobie poradzić. Taki okres… chociaż i tak już zbyt długo trwa, bo kilka dni. Prawie tydzień. Mam takie głupie i beznadziejne myśli, w sumie jest ich tysiące, jedne poganiają drugie. Od tych, że jestem wielka (brzuch zamiast na drugi wygląda, jak na trzeci miesiąc), brzydka, zacofana.. do tego wszystkiego czuję się oszukana, zdradzona i to złamane serducho tak cholernie boli. Wszystko przez to że jestem naiwna. Wierzę w ludzi, mimo że robią tyle złych rzeczy. Wierzę w dobro, które w nich drzemie.

W sobotę zaliczyłam przygodę rozpoczynającą się o 6 rano. Lawina wyznań, trajkotania, wspomnień.. słuchałam tego wszystkiego i sobie pomyślałam „wow” i zrobiło mi się miło. Serio.. Tak miło, że czujesz takie ciepło w środku i sobie myślisz „fajnie, że ktoś tak o mnie myśli”, ale pyknęło mnie coś w głowie, że hola hola takie sytuacje już przerabialiśmy, były pijackie wyznania, bo sentymenty, atmosfera, itd. Rano wracało się do brutalnej rzeczywistości, a więc mówię, prostymi słowami „jeśli powiesz mi to wszystko na trzeźwo, to w to uwierzę, a jeśli nie, to będą to tylko puste słowa i niech to będzie Twój pomidor”.

Podobno jak się skojarzy sytuację z jednym danym słowem, to później jak się je usłyszy, to wszystko się przypomina.

No.

Jak się domyślasz mój drogi czytelniku, którego witam z otwartymi ramionami, to była zwykła pijacka pogadanka.

Pusta pustka.

Więc jeśli w środku nocy zadzwoni do Ciebie Twój były i zacznie Ci opowiadać o wspaniałościach wszechświata i rzeczach, które pierwszy raz od niego słyszysz, to podziel to przez 32. Jakaś cząstka pewnie się sprawdzi. Jeśli nie, to możesz być pewien tak jak ja, że jeśli wcześniej nic nie znaczyłaś, teraz nic nie znaczysz, to z dnia na dzień po kilku piwkach, to się nie zmieni. Nie ma takiej możliwości.

Poza tym poszłam ostatnio do lekarza ze znajomym, bo hmm jakoś czułam w środku potrzebę wsparcia. I jak ten lekarz zaczął mówić do tego biednego chłopaka o tym że wszystko jest w porządku i czy jest gotowy na rolę ojca, to hmmm jego przerażenie bezcenne, a ja się zmieszałam, bo głupio mi się było tłumaczyć. Szybko załapał co się dzieje i przyjął rolę ojca. Cóż za gra aktorska. Wspaniała! Przynajmniej z tego wszystkiego będę miała co wspominać i opowiadać na dobranoc.

Buziaki!

4 przemyślenia na temat “Tym razem nie wiem jak to nazwać….”

  1. Pani Kotowska pisze:

    Oh, wyznania po alkoholu to jedna z najbardziej znienawidzonych przeze mnie rzeczy. Zawsze tylko same kłopoty z nimi.

    1. angelika pisze:

      I ta poranna konsternacja….

  2. ~Aneczka pisze:

    Rozumiem Twoje sytuację.. Miałam podobnie… Zdecydowałam się zatrzymać dziecko mimo braku oparcia w drugim człowieku, ale czułam się na to gotowa psychicznie i emocjonalnie. Myliłam się – do macierzyństwa trzeba dojrzeć. Teraz jednak nie żałuje! Wspieram Cię mocno, dawaj znać co z maleństwem

  3. ~Roberta pisze:

    Ciężka sytuacja, ale zdarza się zbyt często w naszym cudownym świecie. Zaczęłam Cię czytać od października i po kolei dojdę do stycznia 1016 a później – to już pewnie nie dziś, zacznę o początku. Pozdrawiam serdecznie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>