Tym razem chciałabym się dowiedzieć, co o tym myślisz

dziecko

Miał być tylko jeden raz i już nigdy więcej. Nie wyszło mi, mam kilka przemyśleń i może będziesz mi w stanie coś poradzić jako osoba zupełnie obca… Może nie taka obca, bo lubię kiedy tutaj jesteś.

Od jakiegoś czasu ciężko jest mi komuś uwierzyć w to co mówi, zrobiłam się strasznie podejrzliwa i zdystansowana. Nie rozumiem wielu sytuacji i zachowań ludzkich. Przez to wszystko sama zaczęłam żyć tak, by nikomu nie robić krzywdy. Nawet usunę się w cień, byleby nie tracić swojej i cudzej energii na daremne roztrząsanie problemu, który jest tylko pozorny, błahy, nieistotny lub nic nie wnoszący do życia. Uważam że takie rzeczy zwykle same się rozwiązują. I nie trzeba tu cały czas trzymać ręki na pulsie. Można odpocząć i zająć się czymś pożytecznym. Wracając…. Mój problem polega na tym, że strasznie się przywiązuję do ludzi. Lubię ludzi, mimo że czasami jestem aspołeczna, nie lubię gadać żeby gadać czy opowiadać o swoich problemach. Zwykle jestem w stanie sama podjąć większość decyzji i nie muszę o nich rozpowiadać na prawo i lewo. Tak już niestety mam.

No właśnie. Widzisz. Ja mam ten problem od dziecka. Przynajmniej tak mi się wydaje. Łatwo przywiązuję się do ludzi, których lubię i którzy coś dla mnie znaczą, dlatego tak mnie dziwnie dusi w środku, kiedy ktoś z grona tych osób mnie zawiedzie. To właściwie do końca nie jest duszenie, raczej mocny ucisk w klatce, dziwne uczucie w brzuchu i setki nieporadnych myśli w głowie. Generalnie jestem bardzo cierpliwa, spokojna i wyrozumiała. Wiele sytuacji jestem w stanie zrozumieć i przymknąć na nie oko. Jednak każdy ma swoje granice i punkt zapalny. W weekend do niego dotarłam i robię masową ewakuację.

Przeprowadzam się w tym tygodniu. Początkowo chciałam mieszkać sama, ale doszłam do wniosku, że jest to dla mnie zbyt ciężki okres i potrzebuję czyjegoś towarzystwa, by chociaż pozornie żyło mi się lepiej. Poza tym kiedy ktoś przy mnie jest, to jakoś łatwiej mi nie myśleć o swojej sytuacji. Będę mieszkała z fantastyczną dziewczyną, która też jest z Bielska, dodam jeszcze że poznałyśmy się zupełnie przypadkowo.

Od tygodnia mam nową pracę i bardzo się z niej cieszę. Dalej trochę pracuję w domu, ale teraz głównie mam ten mój etat. Przynajmniej wychodzę z domu i poznałam już kilka sympatycznych osób dzięki którym z przyjemnością rano wstaję i idę na tramwaj. Siedzę tam 8 godzin, a mam wrażenie, że mija godzina i już muszę się zbierać do domu. Serio, oni są super.

Po raz drugi w tym roku, mam w środku małą kulkę. Ona jeszcze nie mówi i nie jest w stanie mi zakomunikować czy coś jej się podoba czy nie, ale jest. No dobra, komunikuje mi czy jej coś smakuje czy nie, bo wtedy okazuje się, że dba o zapewnienie mi odrobiny ruchu. I na tą chwilę, to w sumie tylko to mnie trzyma jakoś w kupie. I przypomina mi, że mam dla kogo i po co brnąć do przodu.

A on?

Dwa tygodnie temu wrócił w nocy, nawet nie wiedziałam kiedy. Obudziły mnie mdłości, więc pobiegłam…nic nadzwyczajnego. Kiedy wyszłam i zapytał, co się dzieje, odpowiedziałam że to chyba to. Był błysk w oku. Drugiego dnia już nie pamiętał. Po raz drugi powiedziałam w ubiegłą niedzielę. Też jakoś obyło się bez reakcji. Dopiero za trzecim razem dotarło. Teraz są wyrzuty, że nie powiedziałam. 

Zataiłam.

Jestem zołzą.

A mówiłam.

Trzy razy.

Pewnie kłamię.

Chcę go zatrzymać na dziecko.

Nosz kurwa….

W czasie kiedy pojawił się wielki bum na małżeństwa w dwóch wariantach. Pierwszy, bo dziecko. Drugi, bo kredyt. Obiecałam sobie, że nigdy w życiu nie wyjdę za człowieka, który nie będzie mnie zaskakiwał, rozpieszczał na swój sposób, szanował, który będzie się wstydził zerwać dla mnie ulubioną stokrotkę czy słonecznika. Tego który będzie budził we mnie odruch wymiotny lub niechęć by wracać do domu. I tego, który będzie myślał tylko o sobie. Nie wezmę ślubu tylko dlatego że znowu jestem tu gdzie jestem. 

Ślub… Dla mnie ślub nie ma większego znaczenia, to tylko papierek ułatwiający w życiu kilka rzeczy. Moim zdaniem nie zmienia zbyt wiele. Jeśli uważasz że odnalazłeś swoje miejsce na ziemi i to właśnie ta osoba będzie obserwowała powstawanie kolejnych zmarszczek, kilogramów, celulitu, podawała papier, bo akurat zabrakło, skoczy po tampony lub piwo do meczu, to choćby się paliło i waliło, nie można pozwolić tej osobie zniknąć. Jest najważniejsza i jedyna.

Popełniłam ten błąd. Zrobiłam to. On kilka miesięcy temu powiedział mi co myśli o całej sytuacji między nami, a ja mu odpowiedziałam niespodzianką, którą wtedy ukrywałam, bo nie wiedziałam jak się przekazuje komuś informację o powiększaniu rodziny. Przekonywał mnie, że to wszystko zmienia i nagle można i da się wszystko. 

Popełniłam ten błąd i zostałam.

Nie powinnam i trochę żałuję. 

Zostałam, bo wiele osób mówiło, że nie dam sobie rady sama.

Tym razem twierdzę, że mi się uda.

Będę samotnie podbijać świat.

Ja nie dam rady?

Serio?

Mam nową pracę, nowe mieszkanie, nowe życie. Od początku. Od zera. Tylko od razu jako +1.

Panikuję i momentami uleci mi jakaś łezka niepokoju, ale kurcze, jestem już stara. Jeśli ja sobie nie dam rady, to kto?

 

 

Poza tym powstała w mojej głowie teoria, że samotne matki mają bardzo mądre dzieci.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>