Poszukiwanie mieszkania a rozmowa o pracę

ławka

Zastanawiało mnie ostatnio pewne zjawisko związane z poszukiwaniem mieszkania i rozmowami o pracę.

Co jedno z drugim ma wspólnego?

Mimo wszystko bardzo dużo. Przez okres studiów wynajmowałam całe mieszkania, a następnie podnajmowałam osobne pokoje, oczywiście z korzyścią dla mnie. I tak to trwało przez lata, aż do obecnej chwili w której jeszcze mieszkam z Dżolomanolo (to ten z niesfornym loczkiem na przedzie).

W tamtych czasach, a raczej w całej mojej karierze podnajmowania zaledwie raz mi się zdarzyło, że przyszła do mnie sama dziewczyna. Już się przecież przyjęło, że kobiety chodzą stadnie. Szczególnie jeśli chodzi o toalety. Nigdy nie rozumiałam tego zjawiska. Co to komu daje? Jedna drugą podtrzymuje czy trzyma za rękę? Czy w dobie zamków, mimo wszystko pilnują sobie drzwi, żeby mieć podwójną pewność, że nikt jej tam nie wlezie? To by przecież był koniec świata. Raczej nie ryzykują tego typu przygód i zawsze wolą wziąć kogoś ze sobą. Z facetami jest inaczej. Pójdą wszędzie samodzielnie i bez mrugnięcia okiem. Oczywiście istnieje pewne i to dość duże prawdopodobieństwo, że trafisz na takiego, który ma coś do powiedzenia tylko wtedy, gdy jest w stadzie. Inaczej zamiast zachowywać się jak macho do którego jesteś skłonna smolić cholewy przez 5 minut i mówić zalotnym głosem on przeobraża się w strusia.

Chowa głowę w piasek, a ty patrzysz na jego piórka i zastanawiasz się po co to wszystko? Czy to duża szafa z małym kluczykiem? Wstydniś? Kupa mięśni z delikatną pajęczynką w głowie? Co jest nie tak i przede wszystkim dlaczego? O wiele lepszy byłby paw, bo przynajmniej ma ładne pióra i kiedy robi z siebie dzieciaka, może ci tym poprawić humor. Oczywiście, że może jeśli tylko nie zaczniesz z siebie robić wielkiej damy, której nikt nikt nie dorasta do odcisków, po  zbyt małych szpilkach.

Reasumując: Facet może przychodzić i wychodzić sam, ale do kobiety jest to niepodobne, bo co ona biedna i krucha istota w razie czego zrobi? Nie pójdzie przecież sama oglądać mieszkania u obcej osoby, bo na pewno spotka ją tam krzywda.

Od razu włącza się też myślenie, co wtedy ludzie powiedzą? Pewnie że sama tego chciała, właśnie o to się prosiła, bo jakże by inaczej. On to przecież porządny chłopak, poważny taki. Dzień dobry na chodniku mówi, miał dobre oceny w podstawówce, nie pije pod sklepem (przecież nikt już tego nie robi) , a nawet drzwi podtrzyma jak się do klatki wchodzi z siatkami. Zuch chłopak, co to przykład powinien dawać dla reszty społeczeństwa.

Ano.

Kobiety nie pójdą same oglądać mieszkana u zupełnie obcej osoby, ale jeśli chodzi o samodzielne udanie się na rozmowę o pracę, to już zupełnie inna sprawa. Dziwnie przecież będzie wyglądała dziewczyna, która by przyszła na takie spotkanie z koleżanką, siostrą lub co gorsza z rodzicami. Na spotkaniach też istnieje ryzyko, że spotka się kogoś odstrzelonego, kto będzie chciał czegoś innego lub więcej niż zakładają tego ramy takiej posiadówki. Byłam ostatnio na jednym ze spotkań z panem, który zachowywał się jakby miał rozdwojenie jaźni. Raz mówił jedno, a po chwili totalnie zaprzeczał temu, co mówił wcześniej. Siedziałam tam wtedy ponad pół godziny i to było najgorsza rozmowa o pracę na jakiej mogłam być. Facet zachowywał się jakby reprezentował sektę, w której czci się jego firmę ponad wszystko. Uwielbiajmy ją i wychwalajmy pod niebiosa, dlaczego? Bo inaczej trzeba się będzie pożegnać. Chyba łatwo dojść samodzielnie do tego, że jednak nie podjęłam współpracy?

Widzisz świra można spotkać wszędzie. Podobnie jak z tym, że wszyscy kłamią i obiecują rzeczy i czynności o których od samego początku wiedzą, że nie zrealizują.

Byłeś mój drogi czytelniku ostatnio na jakiejś rozmowie o pracę? Za moich czasów siedziała tam jedna osoba odpowiadająca za rekrutację. Teraz nie dość, że trzeba spełnić całą długą listę must have, to dodatkowo dziękują ci za aplikację i wysyłają maila z zaproszeniem na spotkanie, które trzeba potwierdzić. Idziesz na takie spotkanie i spodziewasz się tylko tej osoby z którą się rozmawiało, a tu niespodzianka. Siedzi cała komisja śledcza, która wypytuje cię o każdy fragment twojego życia i odwieczne pytanie „dlaczego współpraca została zakończona?”. W tym momencie ciężko powiedzieć coś odpowiedniego, jest kilka wariantów:

  • chodziło o hajs
  • znudziło nam się
  • odezwała się ambicja
  • oskarżono nas o kradzież
  • denerwowali cię ludzie w pracy
  • stresująca praca
  • itd.

I co przyznasz się?

Te komisje tak naprawdę nie są takie straszne. Nie ma powodu do skrajnego dbania o wszystko, bo wcześniej ci serce i nerwy wysiądą niż ktoś zdąży pomyśleć żeby zrobić pierwszy krok.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>