Najlepsza oferta na rynku pracy

Najlepsza oferta na rynku pracy

Jestem na etapie poszukiwania nowej lepszej pracy i wczoraj dostałam fantastyczną wiadomość od nieznajomego z ofertą. Dodam jeszcze, że była dość obiecująca i ciekawa.

Była fajna ale tylko na papierze czy raczej w formie elektronicznej. Pan do mnie zadzwonił i generalnie źle trafił, bo ja akurat nie mogłam rozmawiać, więc kulturalnie zaproponowałam, że do niego oddzwonię za jakieś 10 minut. Tak też zrobiłam, ale szanowny pan był zajęty. Nie odbierał. Zadzwoniłam jeszcze 3 razy w różnych odstępach czasowych żeby nie było, że kogoś nękam czy prześladuję. W końcu jest, odebrał i tym razem on mi zakomunikował, że skontaktuje się ze mną później, bo teraz nie może rozmawiać i koniec kropka.

Nie ma sprawy.

Dzwoni. 

Zgraliśmy się, pan zaczął obiecująco i z werwą, a skończył jak struś z głową w piachu. Cudowna oferta zostania redaktorem działu dwóch miast, czyli w moim przypadku Kraków i coś jeszcze, polegała na kopiowaniu czyjeś pracy i wklejania tego na owym portalu. W ciągu tygodnia minimalnie trzeba przeznaczyć jakieś 4 godziny dziennie na pracę. Jak to pan wspomniał takie wklejanie u siebie czyjejś pracy zajmuje w ciągu dnia jakieś 15 do 20 minut. Przez pozostałe 3 godziny 40 minut trzeba szukać reklamodawców. Wszędzie i po omacku. Wynagrodzenie? Jakie wynagrodzenie, jest prowizja. Za to kopiowanie możesz mieć tylko karę, a za reklamy… cóż. 

Ciężko znaleźć reklamodawców do małej strony, która w sumie nic nie prezentuje, ma kradzione artykuły, niewiele osób z niej korzysta, generalnie praktycznie same wady, które ciężko zastąpić jakąś, jakąkolwiek rzeczą o której warto wspomnieć. Zarobek jest praktycznie nieosiągalny, ale pan widzi przyszłość w świetlanych barwach. Zaproponował że za jakiś czas, jak współpraca będzie owocnie przebiegała, to on mi wygeneruje specjalnie dla mnie kod AdSense, dzięki czemu będę mogła złapać trochę dodatkowego grosza. Później jeśli będzie jeszcze lepiej, to będę sobie mogła dodawać ogłoszenia i sprzedawać jakieś rzeczy. Nie wiem jakie. Zrozumiałam, że facet za to że ja będę na własny rachunek obdzwaniała połowę miasta i okolice, on za darmo umożliwi mi wystawianie u siebie produktów, których generalnie nie mam. Nie handluję niczym, więc ciężko byłoby mi sprzedawać zero. 

Chociaż z drugiej strony łatwiej jest sprzedać to czego nie ma, niż to co jest, a jest słabe czy bezużyteczne. Zdaję sobie sprawę, że możesz takiej oferty nigdy nie dostać i w sumie chwała ci za to, bo słuchanie takich bredni sprawia, że mięknie serce i człowiek się zaczyna zastanawiać o co w tym wszystkim chodzi i czy to czasem nie jest jakiś jeden wielki żart.

Czy się na to zgodziłam?

Nie.

Czy komuś poleciłam?

Też nie.

Czy mam taki zamiar?

Wciąż nie.

Nie rozumiem i nie zrozumiem, po co ludzie komuś coś takiego oferują i czym się kierują tacy, którzy się na to zgadzają. Ja bym w życiu na to nie poszła, żeby rozkręcać komuś jego COŚ i nic z tego nie mieć. Ochłapy. Przecież trzeba za coś jeść, opłacić rachunki w coś się ubrać. No chyba, że ma się jakiegoś tajemniczego sponsora, który pokrywa wszystkie ponoszone koszty. Ja nie mam, utrzymuję się sama, więc jak dla mnie taka oferta jest tylko i wyłącznie stratą czasu. W życiu sobie nie pozwolę na to żeby z czyjegoś zera zrobić interes życia, wolę to zrobić sama dla siebie. 

Obserwować rozwój, efekty, poprawiać, zmieniać, korzystać w pełni i zarządzać według własnych wytycznych.

Prawie mam taki interes życia.

Pomożesz?

Za wszy, żeby nie było, że za darmo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>