Urlop do urlopu niepodobny

Urlop do urlopu niepodobny

Pojechałam na urlop, ale o tym już mówiłam, miało być dużo dłużej ale zrobiło się z tego siedem dni. Tylko siedem, a ile przygód.

W czwartek po małym starciu z panią z recepcji, która mi nakłamała i miała w nosie, że się wydało. Pojechałam sama na dworzec z wielką ciężką w pierony walizką. Była niewygodna, nieznośna, generalnie miałam jej dość i głęboką ochotę żeby ją zostawić na środku chodnika i pójść sobie dalej. Zwariować można, nigdy więcej dużych walizek. Nigdy!

Dojechałam na dworzec i okazuje się, że nie ma na rozkładzie tego autobusu na żadnym rozkładzie, a ja miałam nim jechać i to do Radomia przez Kielce. Fartem się udało i mogłam do niego wsiąść po proszeniu kierowcy i biletowego pana. Cud na cuda, dziękuję raz jeszcze za przygarnięcie i za lekkie serduszko. Jechałam Polskim Busem i to po raz pierwszy. Faktycznie jest wygoda, skóra, dużo miejsca, stoliczek, WC, generalnie przestrzeń w której można się poruszać, bardziej niż jakkolwiek. Super. Dojechałam do tego Radomia z małym opóźnieniem, ale nic to czekali tam na mnie moi rodzice żebym mogła sobie posiedzieć z nimi w aucie jeszcze przez czterdzieścikilka kilometrów. Odwiedziny u kochanej babci mnie jeszcze czekały. Dobre jedzenie i ploteczki, co u sąsiadów i rodziny. Rano naciągnęłam babcię na podział jej zapasami w piwnicy i dostałam konfiturę, sok i maliny. Wszystko co najlepsze. I babcikowe.

 

W piątek rano miałam pobudkę delikatnie po 5, bo przecież trzeba się spakować, szkoda tylko, że ja nie miałam czego pakować, bo nawet nie zdążyłam za bardzo rozpiąć walizki. Cóż, przynajmniej śniadanie zjadłam dobre, miałam jajka na miękko, które były na twardo. Smaczne. Wyruszyliśmy po 8, prawie cały czas jechaliśmy autostradami i łącznie zapłaciliśmy za nie jakieś 70-80 zł. Sporo jak na drogę z ciągłymi zwężkami, w budowie, zakorkowaną. Sporo. Po drodze zatrzymywaliśmy się kilka razy głowie na jedzenie i prostowanie gnatów, bo jednak bolą i dupsko boli. Oj boli, nawet na samo wspomnienie. Na miejscu okazało się, wynajęty domek nie jest zgodny z opisem, miał być holenderski, a był blaszak. Jak warzywniak za mojej młodości, więc musieliśmy szukać czegoś innego, bardziej przestrzennego, bo inaczej bylibyśmy skazani na ciągłe ocieranie się o siebie. W sobotę się przenieśliśmy, poszliśmy na plażę, wybudowaliśmy pierwszy szybki zamek z piasku, czy raczej usypaliśmy jego kupę, a to wszystko w bluzach, trampach i długich spodniach. Nie było zbyt ciepło, raczej chłód z mocnym wiatrem. Niedziela była jednym z aktywniejszych dni, ponieważ byliśmy na plaży bez wchodzenia do morza, natomiast zakopywaliśmy się w ogromnej ilości piasku, robiliśmy wielkie zamki i wielkie doły. Generalnie dokopaliśmy się przez plażę do poziomu morza. Fajna zabawa. W taki sposób moja chrześnica miała swoje prywatne morze i dobrze się przy tym bawiła. Dzień wcześniej w nocy źle spała i cały dzień trochę marudziła, wieczorem jechaliśmy do szpitala, jak na złamanie karku. Trzyletnie dziecko z ogromną gorączką, bolącym gardłem i kosteczkami. Serce się łamie, kroi, rozpada, roztapia, itd. W poniedziałek Zoyka była już szczęśliwym dzieckiem, bo przeciwbólowe i przeciwgorączkowe działały i to bardzo dobrze. Obudziła jak nowo narodzona śpiewaczka i gaduła. Poszliśmy na plażę, bo było gorąco i przyjemnie.

W sumie spędziliśmy tam praktycznie cały dzień. We wtorek już mieliśmy za dużo piasku i to wszędzie, więc postanowiliśmy pojechać gdzieś dalej i spróbować dobrej ryby. Pojechaliśmy do większej miejscowości, której nazwy nie pamiętam, gdzie poszliśmy do kina 8D, przeszliśmy obojętnie wobec domu na dachu. Nasza mała księżniczka wywróciła się z samego rana pomagając przy śniadaniu, przez co zdarła sobie oba kolana. Siła uderzenia była tak duża, że niestety zdarła sobie przy tym kolanka i obiła. Bolało i to strasznie. Nosiliśmy ją przez cały dzień. Ponad 10kg gadający, blond klocek. Dodam że pod wieczór okazało się, że troszkę symulowała. Szukaliśmy tam rekina (takiego do jedzenia), ktoś go tam podobno widział, ale jakoś nie mogliśmy nic znaleźć i stanęło na knajpie w której frytki wyglądały jakby tonęły w starej fryturze, a ryba w szpinaku była tak słona, że nie dało się jej zjeść. Po dłuższych przejściach udało nam się odzyskać pieniądze. Jak można sprzedawać drugiemu człowiekowi olej o posmaku ryby czy frytek. Nie rozumiem tego zjawiska.

W środę poszliśmy na plażę dopiero wieczorem w sumie na zachód słońca. Jak to mówiła Zoyka, jej marzeniem był zachód słońca. Poszliśmy, zobaczyliśmy i udało mi się tam zrobić świetne zdjęcia. Jedno z nich możesz zobaczyć tutaj. W czwartek już wracaliśmy, ale tym razem prosto do Bielska, więc troszkę inną drogą. Po drodze stanęliśmy w fajnej stylizowanej restauracji, gdzie zjedliśmy pyszne śniadanie. Kolejnym razem zatrzymaliśmy się dopiero koło Poznania na obiad i tutaj powiem szczerze, był to stracony czas. Ja z siostrą pokusiłam się na żurek, a rodzice na flaczki. Zły, najgorszy, okropny wybór, taki którego żałuję. Do tego miałam kawę, która smakowało jak popłuczyny po czymś co po delikatnych podpowiedział można nazwać kawą. Koło budynku mieli małe Zoo. Dość małe, bo były tam indyki, lama, owca, sarny, pawie, kury i chyba tyle. Niestety nie pamiętam nazwy, ale jeśli ci to coś mówi, to daj mi proszę znać. Zoyka po drodze, jak to dziecko miała zachcianki i oczywiście chodziło o lody, więc zatrzymaliśmy się w Wrocławiu, bo nikt z nas tam jeszcze nie był. Piękne miasto, które warto podziwiać i przede wszystkim wrócić na dłużej żeby zobaczyć coś więcej, niż mały element.

Wycieczkę można uznać za udaną i godną polecenia. Jeśli masz ochotę jechać nad morze i nie możesz się zdecydować, gdzie dokładnie jechać, a nie lubisz tłumu ludzi i przedzierania się przez wielkie miasto tylko po to by przepychać się na plaży z obcymi, to szczerze polecam ci Rewal. Piękne, małe i wygodne. Wieczorami graliśmy w siatkę piłką plażową, graliśmy w tysiąca i w tenisa. Wokół nas cisza, spokój, las, sąsiedzkie domki i grille.

Ładnie się opaliłam.

Podoba mi się.

2 przemyślenia na temat “Urlop do urlopu niepodobny”

  1. ~Marta pisze:

    W Rewalu nigdy nie była, ale przekonuje mnie mniejsza ilość ludzi :) Szczególnie teraz, patrząc na to co się dzieje nad polskim morzem. Rezerwacje plaży i te sprawy ;)

    1. angelika pisze:

      Poważnie można sobie zarezerwować miejsce na plaży? W życiu by mi to nie przyszło do głowy. Jestem pod wrażeniem :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>