Magiczny okres lvl 1

boy

Moje życie zmieniło się kilkanaście dni temu w magiczny okres. Nie do końca jestem pewna czy jest w tym jakaś większa magia, póki co wydaje mi się, że to bardzo restrykcyjna dieta i ciąg zakazów. 

Gdzieś przeczytałam, że na każdym kroku czyhają na mnie zagrożenia. I sumie coś w tym może być, przecież, to w życiu normalne, że ciągle się coś dzieje i według amerykańskich naukowców najwięcej wypadków dzieje się w domu. Czyha tu na mnie wiele niebezpieczeństwa. Życie.

Zostałam matrioszką i początkowo wcale nie było mi do śmiechu, bo przecież szok i generalnie w pierwszej chwili nie do końca wiadomo, co powiedzieć, no ale już poszło więc nie ma co się nad tym dłużej zastanawiać. Trzeba żyć dalej, ale jak? Ciągle słyszę jak to cudownie i pogubiłam się w ilości nowych ciotek i wujków, generalnie będzie ich na pęczki i jeszcze sporo zostanie. To jest akurat powód do radości, bo ja poza moimi rodzicami i siostrą swoją rodzinę widziałam raz może dwa razy w roku. Przez co teraz jesteśmy gorsi od reszty i generalnie przerąbane. Dlatego bardzo się cieszę, że maluch będzie miał dużą rodzinę, nawet tą przybraną. Dużo osób mi mówi co mam robić, jak żyć żeby było dobrze. Nie odbieram tego jako wtrącania się, to bardzo miłe, że się troszczą, ale wystarczy mi jeden zestaw witamin w postaci magnezu z dodatkiem B6 i kwasu foliowego. Mam już jedną książkę o rozwoju dziecka, samym porodzie i o tym co będzie później. Nie dam rady przeczytać dwóch takich samych, zwyczajnie nie mam ochoty czytać tego po raz drugi, myślę że raz wystarczy, a na pozostałe pytania odpowie mi lekarz.

Powiesz mi, że kobieta w ciąży nie powinna praktycznie nic robić, tylko siedzieć pachnieć i patrzeć jak jej rośnie brzuch. Ja nie mam takiego zamiaru. Jeżdżę na rowerze, noszę zakupy, chodzę do pracy i na spacery, zmywam naczynia i rozmawiam przez telefon. Ok będę odrobinę zdrowsza, bo nie używam mikrofalówki, chociaż to i tak tylko dlatego że jej nie mam. Plus dla mnie.

Papierosy

Jedni mówią broń boże nie rób tego, inni że nie wolno rzucać jak się paliło dłuższy czas, bo jakiś szok się może pojawić i dziecku się może stać krzywda. Ja tam nie wiem, ile w czym jest prawdy, więc wybrałam opcję „no smoking” i unikam jak ognia palenia biernego. Nie robię tego dlatego że bronię płodu przed szkodliwymi substancjami do przesady, zwyczajnie nie podoba mi się ten zapach, więc nie ma powodu do tego żeby się człowiek męczył, wolę unikać. Wyjdzie mi to na plus. Podobno niektóre dziewczyny palą R1, bo im się lepiej robi. Nie wydaje mi się, wolę sobie kupić długopis za 1/10 ceny tych papierosów i bawić się nim jak będę miała potrzebę zapalenia. Efekt ten sam, dużo taniej i na dłużej. Plus dla mnie. 

Alkohol

Podobnie jak z papierosami, nie piję, chociaż nie ukrywam, że w te upały mam ogromną ochotę na zimne piwko na świeżym powietrzu. Od czasu do czasu kupuję sobie piwo bezalkoholowe. Oszukuję organizm. Smakuje jak popłuczyny, wiem że błądzę, ale znalazłam fajną stronę z piwami i winami bezalkoholowymi i mam szczerą chęć poszukać czegoś smacznego. Dzięki temu będę mniej narzekała, że nie została mi już żadna używka. Wątpię że po wszystkim wrócę do papierosów jeśli przyzwyczaję się do życia bez nic. Myślę, że dużo czasu minie zanim wrócę do alkoholu, bo przecież od niego też się odzwyczaję i zwykłe piwko po tak długim czasie będzie gorzkie i ohydne. Kolejny plus.

Jedzenie

Ostrych rzeczy nie, kawy nie, tego nie i tamtego też nie. No trudno. Nie jadam wszystkiego, bo za kilkoma rzeczami najzwyczajniej w świecie nie przepadam. Dalej nie smakuje mi galaretka łącznie z kisielami i budyniami. Nie przepadam też za jogurtami i fasolą. Każdy ma swoje smaki i ja dalej stosuję zasadę którą całe życie powtarzała mi moja mama. Jeśli masz na coś ochotę, to to zjedz, nie oszukuj żołądka, bo tylko sobie zaszkodzisz. Teoria świetna, bo zamiast szukania i mieszania różnych produktów, żeby oszukać samą siebie, jem małą porcję tego konkretnego i mam z głowy. Problem rozwiązany. Polubownie można powiedzieć. Reasumując dalej jem tak jak jadłam. Kawę piję ale latte z połowy espresso, energetyków nie pijam. Zostały mi soki i woda. Nie jest najgorzej.

Życie matki polki wcale nie musi być takie ciężkie jak to wypisują w tych wszystkich poradnikach. Nie mam zamiaru rodzić w basenach, w towarzystwie bliskich czy w domu. W tym przypadku chcę do szpitala. Nawet im zapłacę, niech wyjdę z tego cało i z miłymi wspomnieniami.

Bez cesarki.

A co.

Nie będę się rozdrabniała.

Albo grubo albo wcale.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>